Jot bloguje

Jak schudłam

Moja historia odchudzania

Zostawiłam na kilka miesięcy ten zaczęty w tamtym roku blog, bo wpadłam po wakacjach w jakąś depresję i nie miałam ochoty więcej pisać. Dziś, praktycznie po roku, wracam, aby podzielić się swoją historią odchudzania. A najważniejsze dla mnie jest to, że jest to historia sukcesu, a po depresji nie ma już śladu, z czego jestem bardzo dumna. :) Ale przechodząc do rzeczy...

 

Mam 23 lata i jestem studentką filologii angielskiej. Od kiedy pamiętam zawsze byłam dość korpulentna, taka raczej niezbyt szczupła. W pierwszych trzech latach studiów w zasadzie się tym nie przejmowałam, że mam te kilka czy nawet kilkanaście dodatkowych kilogramów. Nawet mimo tego, że nie jestem jakaś brzydka to zauważyłam wtedy, że nie cieszę się zbytnim powodzeniem u facetów i kolegów ze studiów. W zasadzie myślę, że to dobrze, iż do tamtego momentu nie znalazłam sobie faceta, bo to mnie właśnie zmotywowało bardziej do pracy nad sobą. Inne koleżanki, które facetów wtedy już miały, można powiedzieć, że przestawały dbać o siebie i nic sobie nie robiły z tych kilku kilogramów tłuszczu więcej, jakie zdarzyło im się "zdobyć".

przed.jpg

Zdjęcia zrobione w kwietniu 2014 roku.

Ja jednak postanowiłam poprawić swoje samopoczucie, wzmocnić swoją pewność siebie, dzięki temu, że zrzucę te parę zbędnych kilogramów. Nie wiedziałam jak długo mi to zajmie, ale chciałam wyznaczyć sobie konkretny cel, który miałam zamiar za wszelką cenę osiągnąć. Tak więc zaczęłam od treningu i diety.

Dieta polegała na tym, by trochę mniej jeść, a zarazem jeść rzeczy konkretne, a nie opychać się jakimiś słodkościami, bułkami, ogólnie węglowodanami itp. Co do ruchu to najpierw było bieganie i trochę jazdy rowerem. Jeśli chodzi o dietę to robiłam sobie takie mniej więcej dwutygodniowe okresy, podczas których przerzucałam się na dietę bardziej białkową, a jednocześnie rozdzielną, czyli że nie spożywałam węglowodanów razem z białkami, jedząc w jednym posiłku np. warzywa + mięso. Przypomina to w założeniach dietę Dukana. Co do ruchu to oczywiście chodziłam, czy raczej biegałam za autobusem czy tramwajem jak każda studentka codziennie, gdzieś tam po mieście. :) A dłuższe biegi uskuteczniałam wieczorami od 3 do 5 razy w tygodniu. Czasem te biegi zamieniałam na jazdę rowerem, gdy na bieganie nie miałam ochoty albo gdy czułam, że nogi potrzebują innego rodzaju wysiłku. Tu muszę się przyznać, że udało mi się zrzucić w ten sposób 5 kilogramów w 2 miesiące. W zasadzie to niedużo, ale pomyślałam sobie, że jestem na dobrej drodze.

W trzecim miesiącu już tak jakby moje ciało się przyzwyczaiło do tego wysiłku, do diety i nie chciało dalej spalać kolejnych kilogramów tłuszczu w tym samym tempie. I to pomimo utrzymywania takiego samego poziomu wysiłku na treningach, a nawet zwiększenia go. Postanowiłam więc sięgnąć po jakieś tabletki odchudzające, aby dalej tracić kolejne kilogramy. Miały one za zadanie jeszcze większe przyśpieszenie metabolizmu w organizmie, bo okazało się, że sam wysiłek i dieta to za mało. Mój wybór padł na Therma Cuts, bo ten środek w różnych rankingach środków odchudzających znajduje się w czołówce. Co prawda są tańsze środki, ale niestety, z tego co czytałam, skuteczność tanich tabletek pozostawia wiele do życzenia.
Tak więc dziewczyny - nie myślcie sobie, że sama dieta i ruch wystarczy. Po sobie widzę, że aby efekty były jeszcze lepsze i szybciej tracić kilogramy trzeba dodać do swojego planu również jakiś spalacz tłuszczu.

I tu dopiero udało się jeszcze poprawić efekty odchudzania, bo trzeci i czwarty miesiąc dał mi kolejne 7 kilogramów ubytku wagi. Tak więc razem było to dwanaście kilo po czterech miesiącach. Uważam jednak, że efekty mogłyby być jeszcze szybsze, gdybym od razu stosowała środki odchudzające od pierwszego dnia mojego odchudzania się. Myślę, iż wtedy te 12 kilogramów ubytku wagi dałoby się uzyskać spokojnie w 3 miesiące, a może nawet 2 i pół. Z tym, że jeśli ktoś nie chciałby jednocześnie trzymać jakiejś tam diety, czyli dbać o to co się je oraz trochę się więcej ruszać to raczej trwałoby to dłużej. Piszę o tym tylko z własnego doświadczenia, bo każdy organizm jest inny i to co działa na jedną osobę, niekoniecznie musi działać podobnie na drugą. Faktem jest jednak, że spalacze tłuszczu naprawdę pomagają - co widzę po sobie. Nie mam efektu jojo (czyli moja waga z powrotem nie rośnie). Oczywiście utrzymuję pewien poziom ruchu - w tygodniu biegam albo jeżdżę na rowerze co najmniej 2 albo 3 razy.

Jestem dość wysoka, bo mam 174 cm wzrostu. A przed rozpoczęciem mojej przygody z odchudzaniem ważyłam 69 kg, a obecnie jest to 57 kilogramów i przyznaję, że ta liczba podoba mi się o wiele bardziej. Nie wiem czy uda mi się, czy chcę zejść poniżej 55 kilogramów, bo mogę wyglądać już dość chudo, co również niekoniecznie podoba się facetom. Ale na pewno starać się będę utrzymywać swoją wagę poniżej tych 60 kilogramów.

Przyznaję się, że ważąc mniej czuję się o wiele lepiej w swoim ciele. Kiedyś często męczyły mnie bóle głowy i ogólnie dopadała mnie jakaś taka apatia i zmęczenie, a obecnie ten poziom mojej energii jest o wiele wyższy. No i co tu dużo mówić, widzę u siebie teraz większe zainteresowanie facetów. :) Stwierdzić mogę, że dążenie do ściśle określonego celu, za pomocą wszystkich dostępnych środków daje konkretne efekty. Sama zresztą jestem tego najlepszym przykładem. Tak więc trzeba wziąć się w garść, określić te cele, najlepiej napisać je sobie na kartce i zacząć działać. Nawet jeśli przychodzi w niektóre dni zniechęcenie, bo nie chce ci się wychodzić, pobiegać wieczorem albo masz zamiast tego ochotę na czekoladę to musisz to zwalczyć w sobie. Pomyśl ponownie o upragnionym celu i uczuciu ulgi jakie poczujesz, gdy go osiągniesz. Pomyśl sobie, że robisz to dla swojego dobra, dla własnego zdrowia i kiedyś gdy będziesz mieć więcej lat, podziękujesz sobie za to, że kiedyś przejrzałaś na oczy, znalazłaś inspirację i cel. Myślę, że ten pozytywny wpis o mojej historii odchudzania będzie dla Was dziewczyny (i dla facetów też ;)) skuteczną inspiracją do podjęcia działania w celu zrzucenia tych dodatkowych, zbędnych kilogramów. Naprawdę warto wziąć odpowiedzialność za własne życie, a nie oczekiwać, że coś się w nim zmieni ot tak sobie, bez żadnego działania z Twojej strony. Z czasem gdy zaczniesz się więcej ruszać i gdy cyfra na wadze zacznie się zmniejszać odkryjesz, że wysiłek fizyczny zaczyna Ci sprawiać przyjemność. Wszystko dlatego, że przy bieganiu, przy jeździe na rowerze wydzielają się endorfiny, czyli hormony szczęścia. To samo, podobno, dzieje się przy jedzeniu czekolady - no a wiadomo jaki czekolada ma wpływ na gromadzenie się tłuszczu na brzuchu, biodrach czy udach. Dlatego lepiej dostarczać sobie endorfin poprzez trening, a nie poprzez jedzenie i kalorie.

Pomyśl jak poprawi się Twoja forma fizyczna, o podróżach, zwiedzaniu bez odczuwania tego zmęczenia jakie towarzyszy Ci w tej chwili, gdy masz o te kilkanaście kilo za dużo. Ja stwierdziłam, że znacznie lepiej się czuję, gdy ważę około 60 kilogramów, a nie blisko 70.

 

po.jpg

Zdjęcia po około czterech miesiącach (sierpień 2014).

Mam nadzieję, że moja historia odchudzania będzie dla Was inspiracją, aby wziąć się porządnie za odchudzanie, bo naprawdę warto! Zapraszam do komentowania oraz zadawania ewentualnych pytań w komentarzach. ;)

 

Dopisek do wpisu, który stanowi odpowiedź na pytanie zadane w komentarzu:

Podaję link do sklepu internetowego, gdzie kupowałam spalacz tłuszczu, który stosowałam: zobacz tutaj